75. lat temu wybuchło trwające sześćdziesiąt trzy dni Powstanie Warszawskie. Wszyscy – w obliczu o
W Powstaniu Warszawskim nadzieję, wsparcie i dobre słowo nieśli duchowni

75. lat temu wybuchło trwające sześćdziesiąt trzy dni Powstanie Warszawskie. Wszyscy – w obliczu ogromnych cierpień i wszechobecnej śmierci – potrzebowali duchowego wsparcia i dobrego słowa dającego nadzieję. Z tą pomocą przychodzili duchowni.

Na barykadach powstańczej Warszawy z niezwykłą odwagą i poświęceniem walczyli żołnierze Polskiego Podziemia. W gruzach zniszczonych bombardowaniami domów, w ciągłej obawie przed hitlerowskimi oprawcami, próbowali przetrwać bezbronni mieszkańcy stolicy. Tym pierwszym, w trwającej sześćdziesiąt trzy dni beznadziejnej walce z przeważającymi siłami wroga, brakowało broni, drugim – żywności i lekarstw. Ale wszyscy – w obliczu ogromnych cierpień i wszechobecnej śmierci – potrzebowali duchowego wsparcia i dobrego słowa dającego nadzieję. Z tą pomocą przychodzili duchowni – kapelani powstańczych oddziałów i szpitali polowych, odważni księża, którzy w huku bomb i świszczących pocisków odprawiali msze, spowiadali, chowali zmarłych. Wśród nich nie zabrakło księży pallotynów, którzy z godnym najwyższego uznania heroizmem spełniali swój kapłański obowiązek. Często do tragicznego końca.

 

Duchowni, którzy byli kapelanami w poszczególnych oddziałach powstańczych, funkcjonowali w ramach organizacyjnych struktur Armii Krajowej jako integralna ich część. Od 1 sierpnia 1944 r., w trakcie działań zbrojnych w Warszawie, za przydziały księży do walczących jednostek odpowiadał ks. płk Stefan Kowalczyk, ps. „Biblia”, Szef Duszpasterstwa Komendy Okręgu Warszawskiego AK. Podlegali mu kapelani wszystkich Obwodów walczącego miasta. Wśród nich był również jeden pallotyn – ks. mjr Władysław Zbłowski, ps. „Struś”, naczelny kapelan Obwodu III Wola. Drugim duchownym noszącym sutannę Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego (Księży Pallotynów), sprawującym istotną funkcję kapelańską, był ks. kpt. (od września 1944 r. major czasu wojny) Walerian Pączek, ps. „Germen”. Początkiem sierpnia „Germen” został dziekanem kapelanów Grupy Warszawa Północ, a we wrześniu, po reorganizacji powstańczych struktur wojskowych, kapelanem 36 Pułku Piechoty Legii Akademickiej.

W okupacyjnej Warszawie pallotynom przypadło w udziale ważne zadanie w organizacji podziemnej opieki duszpasterskiej. Biskup polowy Józef Gawlina przekazał bowiem Stowarzyszeniu kościół garnizonowy przy ul. Długiej, którego rektorem został ks. Franciszek Pauliński, a po jego śmierci w maju 1943 r., ks. Augustyn Werochowski. Pallotyńscy księża, bracia i klerycy, którzy z poświęceniem spełniali swój kapłański obowiązek w walczącej stolicy, nierzadko mieli za sobą naukę w gimnazjum „Collegium Marianum” albo filozoficzne studia na Kopcu.

Założony w pobliżu Wadowic w 1909 r. dom Stowarzyszenia nie miał przypadkowej lokalizacji. Ks. Alojzy Majewski wybrał dawne zabudowania browaru i karczmy na Kopcu, aby zorganizować klasztor, a w zamyśle szkołę i nowicjat, w możliwie bliskiej odległości od granic Galicji z pozostałymi zaborami. Zależało mu bowiem, by wszyscy młodzi Polacy mieli ułatwiony dostęp do nauki w duchu idei Wincentego Pallottiego. Wkrótce, mimo trudności finansowych, powstał dom, niewielki kościół oraz prywatne gimnazjum męskie „Collegium Marianum” mające kształcić kandydatów do zgromadzenia. W latach II Rzeczypospolitej ściągała tu młodzież z różnych części Polski, od Spisza przez Wielkopolskę po Podlasie. Znaczna liczba wychowanków „Collegium Marianum” przyjmowała potem pallotyńską sutannę. Część z nich – jak wspomniani wcześniej księża oficerowie: Władysław Zbłowski i Walerian Pączek – spełniła swój kapłański obowiązek w ogniu powstania.

Ulica Miodowa 5, dawny pałac Biskupów Krakowskich, 1 sierpnia 1944 r. O 17.00 przed kamienicą padły pierwsze strzały powstania w rejonie ul. Miodowej na Starym Mieście. (zbiory NAC)

Ulica Miodowa 5, dawny pałac Biskupów Krakowskich, 1 sierpnia 1944 r., godz. 17.00.

Było ciepłe, bezwietrzne wtorkowe popołudnie. Zachmurzone niebo zwiastowało deszcz. W stronę zajmowanego przez Niemców gmachu jechał motocykl, w którego przyczepie siedział oficer. Ciszę przerwała seria z automatu. Motocykl zakołował – z przyczepy wypadł martwy Niemiec. Na Miodowej rozpoczęły się walki z okupantem. Świadkiem tych wydarzeń był młody pallotyński kleryk Tadeusz Tomasiński, ps. „Kokoszka”, który już w 1942 r. zaangażował się w konspirację – był wywiadowcą i kolporterem „Biuletynu Informacyjnego”. Wraz ze swym kolegą, AK-owcem Jurkiem Paprockim, ps. „Pallotyn”, uczestniczył także w akcjach przejmowania broni na dworcu w Rembertowie. „Kokoszka” uzyskał na tajnych kompletach w okupowanej stolicy maturę, po czym, wspólnie z Paprockim, wyjechał do seminarium pallotyńskiego na Kopcu. Po krótkich pobytach w „Collegium Marianum”, Kalwarii Zebrzydowskiej (gdzie pallotyni znaleźli schronienie po zajęciu kopieckich zabudowań na szkołę kadetów Luftwaffe) i Sucharach, klerycy znów znaleźli się w Warszawie. Niedługo potem stolica stanęła w ogniu powstania, w którym Tomasiński niósł m.in. pomoc ludności cywilnej w obozie pruszkowskim. Po wojnie wyjechał na studia do Rzymu, a następnie do Francji. Kawaler Orderu Odrodzenia Polski i Krzyża AK, duszpasterz francuskiej Polonii, twórca i dyrektor drukarni Imprimerie de Busagny w Osny, do dzisiaj mieszka i pracuje nad Sekwaną.

Domy fundacji Wawelbergów na Woli. W głębi z lewej widoczne zabudowania szpitala i kamienic przy ul. Płockiej. 5 sierpnia 1944 r. w okolicach szpitala (rejon ulic Górczewskiej i Działdowskiej) ks. Władysław Zbłowski, ps. „Struś” wraz z kpt. Wacławem Stykowskim „Halem” prowadził powstańców do walki z niemieckimi czołgami. (zbiory NAC)

Róg ulic Górczewskiej i Działdowskiej na Woli, 5 sierpnia 1944 r.

Od rana trwało potężne uderzenie oddziałów Hainza Reinefartha (z Grupy Korpuśnej gen. Ericha von dem Bacha) oraz żołnierzy z Brygady Specjalnej Oskara Dirlewangera. Ich celem było przebicie się do Ogrodu Saskiego. Broniący się na barykadzie w pobliżu szpitala Płockiego powstańcy dostrzegli nagle niemieckie czołgi. Wśród młodych ludzi zapanował popłoch i zaczęli opuszczać swoje stanowiska. W tym momencie ducha walki podtrzymali dowódcy – na barykadę rzucił się, wraz ze swoimi adiutantami, dowódca kpt. Wacław Stykowski, ps. „Hal”. Towarzyszył mu kapelan – ks. Władysław Zbłowski, ps. „Struś”.

Ks. Zbłowski, zanim przyjął pallotyńską sutannę, uczył się od 1925 r. w „Collegium Marianum”, a w latach 30., jako seminarzysta, studiował tam przez rok (1934/1935) filozofię. Po upadku powstania wraz z żołnierzami został wywieziony przez Niemców do Ożarowa, a stamtąd do obozów jenieckich – Stalag 344 Lamsdorf (Łambinowice), a następnie Oflag II D Grossborn. Po wojnie skończył studia matematyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim i przez kilka lat (do 1949 r.) uczył na Kopcu matematyki i fizyki, prowadząc także drużynę harcerską. Kawaler Krzyża Virtuti Militari, duszpasterz, kapelan sióstr pallotynek, rekolekcjonista, redaktor Wydawnictwa „Pallotinum”. Zmarł w 2000 r. w Otwocku. Zostawił po sobie wyjątkowy zapis wydarzeń powstańczych wydany w roku 1993 w Warszawie – Wspomnienia kapelana „Strusia”.

Ulica Senatorska, Pałac Mniszchów – gmach Szpitala Maltańskiego, lata 30. XX wieku. 13 sierpnia 1944 r. podczas ewakuacji szpitala zginął ks. Jerzy Paprocki, ps. „Pallotyn”. (zbiory NAC)

Ulica Senatorska w Śródmieściu, 13 sierpnia 1944 r.

Od kilku dni trwały walki o mieszczący się w Pałacu Mniszchów Szpital Maltański. Budynek kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk. Z wyrzutni rakietowych „nebelwerfer” Niemcy wystrzeliwali pociski burzące i zapalające. Przez charakterystyczny odgłos przy ich odpalaniu powstańcy i warszawiacy nazywali je „krowami”. Wśród sanitariuszy ewakuujących szpital był również kleryk Jerzy Paprocki. Kiedy transportował ranną kobietę do punktu sanitarnego, wydarzyła się tragedia – głowę rozerwał mu pocisk z nebelwerfera. Młody kleryk, który 1 września 1943 r. przyjął w Wadowicach sutannę pallotyńską, został pochowany przed pałacykiem Radziwiłłów na Senatorskiej. Po ekshumacji spoczął na cmentarzu na Bródnie.

Ulica Długa, 20 sierpnia 1944 r.

Niemcy prowadzili szturm generalny na Stare Miasto. Trwały bezustanne bombardowania i ostrzał artyleryjski poprzedzające atak piechoty. Na Długiej 15 znajdował się gmach konwentu i szkoły zakonu pijarów, w piwnicach którego urządzono powstańczy szpital. Rannym i konającym niósł tam duchową pomoc ks. Rajmund Dardziński, prefekt szkolny w Warszawie. Jeden z pocisków uderzył w zabudowania zakonników – czteropiętrowy budynek runął grzebiąc w swoich gruzach wszystkich. Pallotyna pochowano w podwórzu naprzeciw wejścia do konwentu.

Rajmund Dardziński był związany z „Collegium Marianum” na początku swej zakonnej drogi w Stowarzyszeniu. Uczył się w gimnazjum, a w 1936 r. przyjął z rąk ks. Alojzego Majewskiego pallotyńską sutannę. W 1945 r. jego ciało ekshumowano z powstańczej mogiły na Długiej i przeniesiono na cmentarz bródnowski.

Solec, 1946 r. Na zdjęciu widoczne ulice: Ludna, Wilanowska, Rozbrat i Solec. 23 września 1944 r. na zapleczu magazynów przy ul. Solec (posesje nr 53 i 55) został bestialsko zamordowany przez Niemców ks. Józef Stanek ps. „Rudy”. (zbiory NAC)

 

Milczący powstańcy, którzy nie zdołali przedostać się na prawy brzeg Wisły oraz mieszkańcy okolicznych domów, spędzeni tutaj przez Niemców, patrzyli na egzekucję kapelana Czerniakowa – ks. Józefa Stanka ps. „Rudy”. Hitlerowscy oprawcy z brygady Dirlewangera powiesili go razem z dwiema sanitariuszkami z AK. W obliczu tak brutalnej śmierci ksiądz był spokojny. Niemcy zabrali mu buty, ale zostawili sutannę i biało-czerwoną opaskę na ramieniu, której zdjęcia odmówił. To właśnie ta sutanna, bardziej niż decyzja o zniszczeniu przez powstańców broni, tak bardzo rozwścieczyła dirlewangerowców kiedy dzień wcześniej ks. Stanek jako parlamentariusz udał się do esesmanów z prośbą, by oszczędzili cywilów. Kapelan został jednak wzięty jako zakładnik i brutalnie pobity.

Pochodzący ze Spisza (Łapsze Niżne) ks. Stanek uczył się w „Collegium Marianum”, gdzie w 1935 r. uzyskał maturę. We wrześniu 1939 r., po ewakuacji seminarium pallotyńskiego z Ołtarzewa, dostał się do sowieckiej niewoli, z której zbiegł. Od 1941 r. przebywał w okupowanej stolicy. Na tajnych kompletach studiował socjologię i psychologię. Wcześnie zaangażował się w konspirację jako kapelan AK. Od 15 sierpnia 1944 r. był duszpasterzem zgrupowania „Kryska” na Powiślu. Jego znakiem rozpoznawczym była sutanna i stuła, z którymi się nie rozstawał.

Pomoc duszpasterską i medyczną nieśli powstańcom oraz ludności cywilnej także inni przedwojenni gimnazjaliści z Kopca. Ks. Adam Wiśniewski, ps. „Łukasz”, za zgodą prowincjała studiował w czasie okupacji medycynę na tajnych kompletach. Podczas powstania był kapelanem batalionu im. Stefana Czarnieckiego. Działalność duszpasterską prowadził na Starówce i Śródmieściu. Po bezskutecznej próbie przedostania się kanałami na Żoliborz został wywieziony z płonącego miasta. Po wojnie ks. Wiśniewski ukończył studia medyczne na uniwersytetach w Krakowie i Poznaniu. W 1961 r. wyjechał do Indii gdzie opiekował się chorymi na trąd. Zmarł w 1987 r.

Do 14 września 1944 r., na Pradze pracę charytatywną, duszpasterską i sanitarną prowadził ks. Józef Szykowski, ps. „Rektor”. Przed wybuchem powstania działał w konspiracji jako dziekan VI Obwodu Praga – Rejon 3 „Placówka”. Podlegało mu wówczas pięciu kapelanów rejonowych, w tym dwóch pallotynów – ks. Wiktor Bartkowiak ps. „Wiktor” i ks. Alfons Męcikowski ps. „Księgarz”. Ks. Szykowski zginął tragicznie w lipcu 1945 r. w Tatrach.

Kapelanem VII Obwodu „Obroża” był ks. Alfons Pellowski. Przed wybuchem powstania, wraz ze swoim bratem Norbertem – pallotynem zamordowanym w Auschwitz w 1942 r. – prowadził sabotaż w niemieckim parku maszyn na terenie Ożarowa.

Pallotyni – zarówno dawni gimnazjaliści „Collegium Marianum” jak i księża związani z kopiecką wspólnotą po wojnie – pełnili także posługę duszpasterską wśród cywilów w obozie przejściowym Dulag 121 w Pruszkowie, gdzie Niemcy wywozili ludność ogarniętej powstaniem Warszawy. Z upoważnienia bp. sufragana warszawskiego Antoniego Szlagowskiego kapelanem obozu został ks. Wiktor Bartkowiak, ps. „Sokół”, „Wiktor”. Przed wojną uczył się w gimnazjum na Kopcu i studiował tam filozofię. Podczas okupacji już w 1940 r. zaangażował się w działalność konspiracyjną – najpierw na Podlasiu w szeregach Batalionów Chłopskich, a od 1942 r. jako kapelan obozu przejściowego przy ul. Skaryszewskiej w Warszawie, skąd Niemcy wywozili Polaków na roboty przymusowe do Rzeszy. W Pruszkowie ks. Bartkowiak zorganizował sprawną pomoc duszpasterską dla umęczonej ludności stolicy . W pracy wspierali go inni pallotyni – prowincjał, ks. Jan Maćkowski, w latach 1930 – 1932 prefekt „Collegium Marianum”, oraz ks. Marian Sikora.

Po wojnie ks. Bartkowiak ukończył biologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i od 1947 r. wykładał ten przedmiot w pallotyńskim gimnazjum na Kopcu. W latach 1950 – 1952 był dyrektorem szkoły, a w latach 1952 – 1953 rektorem domu.

Od 31 sierpnia 1944 r. w Pruszkowie przebywał brat Jan Bik, ciężko ranny podczas eksplozji pocisku, który zniszczył dom na rogu ulic Miodowej i Długiej. Po wojnie, w latach 1948 – 1953 był furtianem na Kopcu. Do obozu trafił również brat Karol Beczała, który do Stowarzyszenia wstąpił w roku 1933 r. w „Collegium Marianum”. W czasie powstania, aż do jego upadku, wspierał walczących na barykadach, niosąc pomoc rannym. Od października 1944 r. przebywał w obozie pruszkowskim ks. Albin Łukiewski, ps. „Albin”, do wybuchu powstania pełniący funkcję kapelana w szpitalu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. 1 sierpnia został duszpasterzem szpitala na Czerniakowskiej, gdzie we wrześniu, po wybuchu bomby, otarł się o śmierć w gruzach. Mimo odniesionych ran przedostał się do kościoła sióstr wizytek na Krakowskim Przedmieściu, gdzie do końca powstania sprawował opiekę duszpasterską.

Po latach ks. Tadeusz Tomasiński wspominał wydarzenie, jakie miało miejsce w obozie pruszkowskim. Po powstaniu znalazł się tam ks. Michał Kordecki ps. „Augustyn”, pallotyn, absolwent studiów filozoficznych w „Collegium Marianum” (1936 r.), kapelan szpitala przy ul. Długiej. Ksiądz niezwykłej odwagi, który niósł nie tylko pomoc duszpasterską, ale także medyczną jako sanitariusz. I to ostatnie było powodem wizyty w obozie wysokiego rangą oficera, który – za humanitarne traktowanie Niemców w powstańczym szpitalu – chciał odznaczyć ks. Kordeckiego. Pallotyn odpowiedział jednak, że za spełnianie obowiązku dekoracji się nie przyjmuje, zwłaszcza od wroga. Ksiądz przeżył wojnę. W latach 60. pracował krótko w Wadowicach.

Okrutny czas w powstańczej Warszawie spędzili też inni „kopieccy” pallotyni. W stolicy pozostał ks. Augustyn Rolbecki (studiował filozofię w „Collegium Marianum” jeszcze w latach I wojny światowej (1915/1916)) i ks. Jan Stefanowski, w okresie okupacji kapelan zakładu wychowawczego, w murach którego ukrywał dzieci żydowskie. Posługę duszpasterską, chodząc z narażeniem życia od schronu do schronu, pełnił przedwojenny ojciec duchowny z Kopca, ks. Władysław Czubek. W czasie bombardowania został przysypany gruzem. Mimo ciężkich ran przeżył. Okupację w Warszawie spędził również brat Stanisław Olejniczak, po wojnie pracujący krótko jako krawiec na Kopcu, oraz ks. Leon Cieślak, który prowadził działalność duszpasterską wśród stołecznej inteligencji, nauczycielstwa i młodzieży.

Kapelani powstańczej Warszawy nie walczyli z bronią w ręku na barykadach. Ich zadaniem było „duchowe towarzyszenie”, pomoc tysiącom powstańców i dziesiątkom tysięcy warszawiaków, którzy stanęli w obliczu wojny totalnej. Księża odprawiali msze, udzielali sakramentów, chowali zmarłych, pomagali jako sanitariusze. Ryzykowali wiele. Znienawidzeni przez bezwzględnych esesmanów tylko dlatego, że byli księżmi. Jeden z dirlewangerowców przed egzekucją ks. Stanka krzyczał – „Nie Żydzi, nie Anglicy, lecz ci w czarnych kieckach są najgorsi. To są diabły”. Mimo to ryzykowali swoje, często młode życie. Do końca.

 

 

(Marcin Witkowski)

NAPISZ DO NAS: kontakt@wadowiceonline.pl

Komentarze   

+17 #1 dżesika 2019-08-01 10:40
Przecież SS-mani mieli swoich kapelanów, Niemcy nigdy nie bombardowali kościołów (za wyjątkiem PW), Hans Frank był częstym gościem na Jasnej Górze, witany z honorami przez paulinów, Pius XII podpisał konkordat z Hitlerem, od razu po wybuchu wojny polskie diecezje zostały włączone do diecezji niemieckich... Kościół zawsze Polaków wyzyskiwał i wyzyskuje, zawsze uczestniczył we wszystkim co nas spotkało najgorszego - np. tzw. "chrzest" dokonany ogniem i mieczem, Krzyżacy, rozbiory, Targowica, ultrareligijna konfederacja barska, dziesięcina, świętopietrze, palenie na stosach (np. Łyszczyński)... Układał się ze wszystkimi zaborcami, za komuny powstało najwięcej kościołów i przez Kościół przechodził strumień pieniędzy z pomocy od Zachodu, po komunie do tej pory Fundusz kościelny (czyli ubezpieczenia księży i zakonnic), księża mają wiele przywilejów głównie podatkowych, bezzasadnie "zwracane" nieruchomości, które następnie Kościół spienięża albo buduje na nich ogromne hotele lub drapacze chmur... i tak można wymieniać bez końca...
Cytować
-11 #2 Bias king 2019-08-01 12:18
Dzesika mialas napisac "Niemcy" zamiast Kosciol i wsumie by sie pokrywalo :-)
Cytować
+11 #3 pipipi 2019-08-01 17:38
dżesika ..zapomniałaś o rozbiorach, to biskupi sprowadzili zaborców - listy i dowody w muzeum dla każdego zainteresowaneg o
Cytować
+11 #4 Z. 2019-08-01 17:42
Swoją drogą, ciekawe, czy o Łyszczyńskim wspomina się na lekcjach religii...
Cytować
-1 #5 tom 2020-01-05 13:21
Widze tu zydowski I czerwony kwik w wiekszosci mlodych przerobionych przez gw bezmozgowcow
Cytować
Dodaj komentarz

Pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Redakcja portalu WadowiceOnline.pl informuje, że nie odpowiada za treść komentarzy użytkowników. Komentarze o charakterze gróźb, personalne ataki oraz komentarze zakłócające dyskusję (trolling, spam) będą usuwane.